They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.

FAKIN SZIT

hemmm, może to nie "u mnie w szkole" ale z okien domu mam widok na warszawskiego Lelewela. W wakacje wyremontowali boisko i postawili słupy oświetleniowe z mocnymi lampami. teraz wieczorami sobie dla zabawy świecą - a przy okazji tysiącom ludzi w okna. Mam nadzieję że im się szybko znudzi (albo dostaną gigantyczny rachunek za energię i przestaną ;) )

hehe a jak pójdziesz do pracy po liceum i studiach to zobaczysz jak będziesz tęsknił za budą i lekcjami :banan:

pozdrawiam
Raf

" />Wstawia za wszytko 1 za filmiki oraz profile... na profilu napisało mi:
Dzieciństwo

W 1962 razem z bratem bliźniakiem zagrali role Jacka (Lech Kaczyński) i Placka (Jarosław Kaczyński) w ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego O dwóch takich, co ukradli księżyc w reżyserii Jana Batorego.

Wykształcenie

Uczęszczał do XLI Liceum Ogólnokształcącego im. Joachima Lelewela w Warszawie, ukończył XXXIX Liceum Ogólnokształcące im. Lotnictwa Polskiego na Bielanach (1967). Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (studiował w latach 1967-1971). W latach 1971-1997 był pracownikiem naukowym w Katedrze Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego. W 1980 uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Gdańskim z zakresu prawa pracy. W 1990 uzyskał stopień doktora habilitowanego rozprawą pt. Renta socjalna. Był profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Gdańskiego (1996-1999), a od 1999 zajmuje takie stanowisko na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (urlopowany).

ode mnie i od Kaczyńskiego masz 1


Witam serdecznie!

Zastanawiam się nad wyborem liceum. Koniecznie chcę iść na biol-chem. Wyjdzie mi około 159-169 pkt. Czy mógłby mi ktoś polecić jakąś dobrą szkołę? Zastanawiałam się nad V LO "poniatówce" ale bardzo mało opinii słyszałam o tej szkole. Czy mógłby mi ktoś coś o niej powiedzieć. (Ewentualnie jeszcze Dąbrowski, Rej, Lelewel)

" />Mimo że byłam już dużą dziewczynką - właśnie miałam rozpocząć naukę w 8 klasie - z 80 roku pamiętam tylko powrót z wakacji i to, że Warszawa "stała". COś się działo. Nie bardzo wiedziałam co. Czuć było napięcie. Ojciec mojej przyjaciólki pracował w Hucie Warszawa, od niej dowiadywałam się więcej. Wbrew zakazom rodziców szwendałyśmy się po mieście. Natomiast rok późniejsze, smutne, ale równie konsolidujące wydarzenia pamiętam dokładnie. Ale wtedy byłam już poważną licealistką, uczennicą Liceum im. Lelewela, gdzie historii uczyła pani profesor Radziwiłł, fizyki pan profesor Sawicki (obecny minister edukacji); a rosyjskiego Natalia Woroszylska - córka Wiktora - czy zdajecie sobie sprawę, że wszyscyśmy kochali jej lekcje?? Swoją drogą nauka języka na piosenkach Wysockiego to fajna sprawa.

Ag.

Licealiści z Lelewela chcieli dziś zorganizować zbiórkę pieniędzy na rzecz unikalnej kolekcji poczty polowej z Powstania Warszawskiego. Gdy wszystko było gotowe, Ratusz powiedział - nie!

Niezwykle cenna kolekcja poczty polowej w środę trafiła na aukcję w Niemczech. Na sprzedaż wystawił ją zafascynowany Polską Niemiec. 120 eksponatów zbierał przez kilkadziesiąt lat. To m.in. znaczki z wizerunkiem powstańców na tle płonącego miasta, listy ze stemplami wykonanymi z kartofli i pocztówki z nadrukiem poczty polowej. Cena wywoławcza kolekcji to 190 tys. euro. Zbiory chce kupić Muzeum Powstania Warszawskiego. Pomoc finansową obiecało mu Ministerstwo Kultury.



Ta historia poruszyła licealistów z Lelewela. Postanowili zorganizować zbiórkę pieniędzy w sobotę, czyli w dniu aukcji. Na ten pomysł wpadł 17-letni Jakub Krupa, który fascynuje się historią Powstania Warszawskiego. Brat jego dziadka to słynny Stanisław Krupa, żołnierz batalionu AK "Zośka". - Chcieliśmy zebrać chociaż parę groszy, by dołożyć się do kupna tej kolekcji - mówi Jakub.



Razem z kolegami i koleżankami zorganizowali sztab w sekretariacie szkoły przy ul. Kiwerskiej. Przez cały piątek kleili puszki, szyli biało-czerwone opaski, które mieli nosić wolontariusze. Wyznaczyli dziesięć miejsc w centrum miasta, w których miała odbyć się zbiórka. Kwestować miało 34 licealistów z Lelewela, Kopernika i Witkacego. Gdy wszystko było już zapięte na ostatni guzik, gruchnęła wieść, że ratusz nie wyda zgody na zbiórkę. Licealiści byli załamani. - Przez kilka godzin odsyłano nas od biura do biura. Nie mogliśmy niczego się dowiedzieć. W końcu jakaś pani powiedziała, że nie mamy szans, bo wniosek o publiczną zbiórkę pieniędzy trzeba składać miesiąc wcześniej. Myślałem, że urzędnicy nam pomogą. Ale nic z tego - żali się Jakub.



Dyrektorka liceum Lelewela Izabela Muszyńska nie zostawiła suchej nitki na decyzji ratusza: - Oto Polska właśnie! Moi uczniowie mieli fantastyczną inicjatywę, chcieli coś zrobić z dobrego serca. Ale urzędnicy ich zablokowali.



Ratusz nie ma sobie nic do zarzucenia. - Licealiści nie złożyli wniosku na czas, poza tym nie mieli pojęcia, jak to zrobić - mówi Magda Jędrzejewska z biura prasowego ratusza.



- Przepisy są okrutne i nie można dać zezwolenia na zbiórki z dnia na dzień - dodaje Ewa Gawor, szefowa miejskiego biura bezpieczeństwa.



Ratusz zażądał też od licealistów kilkunastu dokumentów, m.in. zgody wszystkich dzielnic na zbiórkę. - Nie mieliśmy szans, żeby je zdobyć w jeden dzień - podsumowuje Jakub.



Jan Ołdakowski, dyrektor muzeum, zaprosił licealistów na wspólną relację z aukcji. - Szkoda, że nic nie wyszło z ich inicjatywy - żałuje. - Nie możemy zmarnować takiego entuzjazmu. Potrzebujemy takich ludzi z zapałem.



Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna



Ps; Masz Warszawo tą swoją " łodowitą wałsawiankę" - Gronkiewicz-Wlatz

Słońce już zachodziło.
Niebo było różowe, gdzieniegdzie nieznacznie przechodziło w pomarańcz. Szum samochodów, tak znienawidzony przez moich rodziców, niknie coraz bardziej, w miarę jak posuwam się w głąb ulicy Dziennikarskiej. Mijam słynny ‟Domeczek” Melchiora Wańkowicza. Jeszcze niedaleko.
- Wciąż tu przychodzisz?
Obracam się gwałtownie. To pani Maciejewska. Dobrze mnie zna. Zawsze zapraszała mnie na herbatę, kiedy tu przychodziłam. Nie mówiła, tak jak inni, że ‟przecież tak ci cudownie, ze mieszkasz poza WarszawąĂ˘Â€Â. Nie zadawała głupich pytań ‟po co tu wciąż przychodzisz?”. Pani Maciejewska to rodowita warszawianka i żoliborzanka. Nawet cała armia by jej nie zmusiła do wyprowadzenia się stąd. Ona rozumie.
-Pani wie, moi rodzice sądzą, że nie byłam tu od trzech lat.
-No, domyślam się, że im nie mówisz. – śmieje się. – Ech, ciągnie cię do tego Żoliborza, ciągnie... Wciąż nie nauczyłaś się żyć tam, w tym...
-W Sulejówku. Nie.
Krótkie ‟nie” i już pojęła. W tym słowie zamykam całą swoją wściekłość i frustrację na nich wszystkich, na szkołę, na rodziców, na znajomych rodziców, na dziadków. Samotność i tęsknotę. Sulejówek – miasto znane z tego, że mieszkał tu Józef Piłsudski. I właściwie... No cóż, właściwie z niczego więcej. Ach, nie, parę tygodni temu chyba napisano o nas w gazecie. Jak całe miasteczko zostało bez prądu na jeden dzień.
-Ostatnio rzadko cię tu widuję.
-Mam dużo nauki, a ode mnie trochę się jedzie. Nie mogę tu jeździć zimą. Jest już koniec roku, więc wszystkie oceny właściwie mam już pewne.
-A ty jesteś już w klasie...
-Drugiej gimnazjum.
-Myślisz już o liceum? Coś na Żoliborzu, żeby chodzić z koleżankami?
-Ee... Wie pani... Trochę trudny ode mnie tu dojazd... Niee... Myślę, że wybiorę coś w Śródmieściu... A tak w ogóle... Ojej, chciałam odwiedzić przyjaciółkę, nie wiedziałam, że tak już późno! Obiecuję, że niedługo wpadnę! Do widzenia!
-Trzymaj się ciepło, kochanie!
Nie chcę wikłać się w rozmowę na temat moich kontaktów towarzyskich.
Prawda jest taka, że tak naprawdę nie mam tutaj już czego szukać. Skręcam w Sułkowskiego. To cichutka ulica. Wokół słychać tylko klekot moich obcasów po bruku. Urokliwe, przedwojenne wille, stare latarnie, światło minionego dnia odbijające się w szybie. Powiew dwudziestolecia międzywojennego, które przeminęło, ale w tym miejscu zostawiło swój niezatarty ślad. Jakaś kobieta nuci coś na balkonie. Uśmiecha się do mnie. Odpowiadam jej tym samym, choć nawet jej nie znam.
Kiedy dochodzę do Placu Lelewela, wychylam głowę zza drzew. Usłyszałam tak dobrze znane mi śmiechy. Wiedziałam doskonale, że tu będą.
To one. Moje przyjaciółki. On, chłopak, który kiedyś mi się podobał. Jego kumpel. Jasne, że pamiętam ich imiona. Uważam jednak na razie za zbyteczne ujawnianie ich.
Robią to, co robią masa ludzi w moim wieku. Plotkują, śmieją się, żartują, opowiadają sobie nieprzyzwoite sekrety, potajemnie piją chłodne piwo w cieniu drzew. W ich głosach dźwięczy szczęście, beztroska. To, czego nie robię ja. Wmawiam wszystkim, że nie jestem tym typem osoby, ale prawda jest taka, że zwyczajnie nie mam z kim.
Chwilę postałam, chwilę posłuchałam. Nic mi nie powiedziały tematy ich rozmów.
Żoliborzanie, do których już nie należę. Nie należę, bo nie mam dla nich tyle czasu. Oni przebywają ze sobą właściwie całą dobę, nie licząc snu. Mój oddech przyspieszył. ‟Gdyby byli twoimi prawdziwymi przyjaciółmi...”tak, tak, wiem. Wszyscy tak mówią. I ja też wiem, że nie są i że nigdy nie byli. A mimo to tęsknię za nimi. Głupi sentymentalizm.
Odchodzę, żeby mnie nie spostrzegli, chociaż gdyby nawet, pewnie nic by nie zrobili. Krótkie ‟cześć i koniec”. Już zaspokoiłam swój niepokój, który ogarnia mnie zawsze, jak tu jestem.. Znowu wlokę się ulicami Żoliborza. Rodzice by tego nie zrozumieli. ‟A po co” – pytaliby. Ano właśnie po to, żeby sobie przypomnieć, kim jestem. I po to, żeby...
Mój cel był już blisko. Dygasińskiego. Stary, rozwalony dom... Sprawdzam drzwi. Są uchylone...
Zawsze są uchylone. Obracam się kilkakrotnie, czy nikt mnie nie widzi i wsuwam się do środka.
Jej ciemny portret wciąż wisi.


przepraszam, jeśli za długie. To tylko fragment, zalążek czegoś, co może stać się później opowiadaniem, co o tym myślicie?